X-H1 – jeden aparat, jeden człowiek, jedna godzina – pierwsze wrażenia

Oficjalna Polska premiera aparatu Fujifilm X-H1 ma się odbyć  3 marca o 12.00 w Warszawskim Wonder Photo Shop. Kiedy jechałem na tygodniową delegację do Warszawy bardzo żałowałem, że muszę wrócić do Krakowa dzień przed planowaną premierą. Bardzo chciałem zobaczyć ten aparat, choćby dlatego, że przez ostatnie miesiące celowo milczałem na jego temat. Ilość spekulacji i domysłów, bez moich pięciu groszy, przyprawiała już o ból głowy. Pojawiały się nawet pogłoski o zwiększenia rozmiaru matrycy w X-H1 do rozmiaru pełnej klatki. Wyjścia były dwa albo siedzieć cicho  albo powtarzać plotki i szerzyć zamęt. Mnie bardziej zależało na wyrobieniu sobie własnego zdania niż powielaniu cudzych opinii.

Los okazał się być dla mnie łaskawy, dzięki uprzejmości Joanny Czechowskiej z Fujifilm Poland dostałem szansę obejrzenia aparatu w kameralnych warunkach. To chyba więcej niż mogłem chcieć, wokół… cisza, spokój, tylko maszyna i człowiek… yin i yang. Do wykorzystania miałem jedynie albo aż godzinę, co gorsza nie byłem zbyt dobrze przygotowany, nie zabrałem ze sobą karty pamięci, a zdjęcia samego aparatu wykonałem smartfonem. Taka partyzantka ma też czasami dobre strony, pojechałem obejrzeć aparat, a nie robić nim zdjęcia, na to przyjdzie jeszcze pora. Jeśli interesują was szczegóły techniczne odsyłam was tutaj, nie ma sensu, abym w tym miejscu poprawiał producenta.

Na wstępie warto zaznaczyć, że X-H1 wizualnie przypomina skrzyżowanie X-T2 i GFX 50s. Wnętrze w postaci matrycy X-Trans III oraz modułu AF dziedziczy z  modelu X-T2. Największą nowością w stosunku do poprzedników jest pięcioosiowa stabilizacja matrycy, która jest nowością w korpusach marki Fujifilm. To w dużej mierze ukłon w stronę filmowców, podobnie jak nowa symulacja filmu Eterna czy możliwość rejestracji obrazu w profilu F-Log. Aparat posiada w stosunku do poprzedników szereg usprawnień zarówno na warstwie sprzętowej jak i firmware (algorytm AF), a także odmienną do poprzedników stylistykę.  Do tej pory priorytetem dla Fuji było utrzymanie kompaktowych rozmiarów korpusów.

Kochanie zmniejszyłem naszego GFX-a

X-H1 od X-T2 jest większy, zauważalnie cięższy (673g vs. 507g) i zupełnie inaczej wyprofilowany. Tak na prawdę bliżej mu  do Sony A7 niż, któregoś ze starszych braci X-ów.  Krok Fuji w kierunku upodobnienia X-H1 do lustrzanki spotkał się z dużą dezaprobatą miłośników marki, jednak pamiętajmy IBIS potrzebuje miejsca, Panasonic GH5 mimo mniejszej matrycy do małych korpusów też się wcale nie zalicza. Pamiętać należy jednak, że szkła ciągle pozostają mniejsze i lżejsze w porównaniu do tych z pełnej klatki.

W porównaniu do swoich poprzedników X-H1 stracił gracje i lekkość. O ile poprzednie aparaty Fujifilm (X-T2, X-T20, X-Pro2, X-E3) zachęcały do leniwych spacerów to nowy model zdaje się krzyczeć “chłopy do roboty”. Mam wrażenie, że w instrukcji obsługi w sekcji “Służy do” znajdziemy zapis: fotografia, wbijanie gwoździ, nurkowanie, spacer po wulkanie, macro-fotografia lawy. X-H1 robi wrażenie bardzo solidnego, nie widzę słabych punktów w kwestii wykonania.  Pierwszym co rzuca się w oczy po otwarciu klapek to wszechobecne uszczelnienia.

Konstrukcja tego korpusu została wzmocniona (podobno dwukrotnie) i przygotowana do współpracy z długimi, cięższymi szkłami takimi jak Fujinon 200 mm F2 (przewidywana waga 2KG). Trochę się zmartwiłem kiedy okazało się, że na mocowaniu bagnetu nadal są wyczuwalne luzy, wydaje mi się, że przy tej okazji ten problem można było naprawić.

Zewnętrzna okładzina bardzo poprawia chwyt, który dzięki mocno wyprofilowanej rękojeści byłby pewny nawet, gdyby ten aparat był wykonany z masła. Pewność chwytu to mocna strona X-H1.

Część osób naśmiewa się z nowych gabarytów wskazując, że Fuji jest wyższy od Sony A7 III. Ten fakt akurat ten przemawia na korzyść produktu Fujifilm. Sony A7 kiepsko się trzyma właśnie dlatego, że jest zbyt niski. Żeby mały palec nie zsuwał się z gripu X-H1 powinien być nawet ciut wyższy, teraz jest w sam raz dla osoby o średniej wielkości dłoniach.

Mocowanie gwintu wzmocniono dwukrotnie (:P), mamy cztery śruby mocujące zamiast dwóch. To bardzo ważne bo począwszy od X-T1, mocowanie gwintu lubiło się poluzować.

Jeden rzut oka i skojarzenia nasuwają się same. To przecież mały GFX z matrycą APS-C. Skojarzenie słuszne, jednak X-H1 jest przemyślany lepiej od GFX-a. Po pierwsze przycisk  do włączania podglądu zdjęć znajduje się po właściwej stronie (po lewej od wyświetlacza, jak Pan…).

Ten w GFX ma bardzo niefortunne ułożenie, sięgnięcie do niego palcem powoduje aktywacje czujnika oka, zamiast zdjęcia widzimy czarny ekran, a po drugim nerwowym wciśnięciu wyłączamy podgląd i czujemy ucisk w klatce.

Po drugie uwarunkowany “ekonomicznie”,  zwrot do znanych drucianych zapinek paska pozwala na otwarcie klapek po obydwu stronach korpusu kiedy ten np. spoczywa na stole.

Mocowania w GFX są piękne lecz niepraktyczne, a grawitacja im wcale nie pomaga. W X-H przyciski są rozlokowane podobnie jak w X-T2 i w myśl starej zasady “lepsze jest wrogiem dobrego” niech tak zostanie.

Górny ekran i przycisk kompensacji ekspozycji

Tym co od razu przykuwa uwagę jest brak pokrętła kompensacji ekspozycji. Zrezygnowano z niego na rzecz górnego wyświetlacza w rozmiarze 1,28″. Wyświetlacz wykonany jest w technologi e-ink (elektroniczny papier), dzięki czemu po wyłączeniu korpusu nadal są na nim wyświetlane informacje np. o ilości zdjęć jakie możemy jeszcze wykonać i nie drenuje baterii jak oszalały. Zmiana ta jest ukłonem w stronę filmowców jednak wiem, że budzi ona bardzo sprzeczne emocje. Za możliwość zmiany kompensacji ekspozycji odpowiedzialny jest teraz dedykowany, sprzętowy przycisk. To rozwiązanie ma zarówno swoich zwolenników (filmowców dla których dodatkowy ekran informacyjny jest przydatny) oraz przeciwników (ortodoksów Fujifilm), którzy twierdzą, że to redundancja informacji pokazywanych na LCD i EVF. Na całe szczęście przycisk kompensacji może działać w dwóch trybach, włącznika (kompensacja aktywna kiedy przycisk jest wciśnięty) lub przełącznika. Drugi tryb pozwala na stałą aktywację kompensacji ekspozycji, którą możemy sterować za pomocą przedniego lub tylnego pokrętła. To taki substytut trybu C z którego ja sam najczęściej korzystam w X-T2. Do czytelności ekranu nie można mieć zastrzeżeń, jednak do umiejscowienia przycisku kompensacji już tak. W mojej opinii jest on zbyt mocno cofnięty, a samo przednie pokrętło umiejscowione ciut za wysoko.

Przyciski

Jeśli chodzi o same przyciski to są lepiej wyprofilowane niż te znane z X-T2, bardziej obłe, ciut większe, a w konsekwencji lepiej wyczuwalne pod palcami.

Wyjątek stanowi przycisk szybkiego menu “Q”, został ulokowany podobnie jak w X-E3 w zasięgu kciuka na specjalnym wystającym cyplu. Na pochwałę zasługuje fakt, że w wypadku X-H1 wypust z przyciskiem to jednolity element obudowy (monolit), dzięki temu nic nie powinno w przyszłości skrzypieć (w X-E3 to osobny element). Umiejscowienie samego przycisku to bardzo dobra decyzja, jednak sam przycisk jest za mały, a jego skok zbyt dyskretny, aby posługiwanie się nim było wygodne. Producent chwali się także dużo trwalszą powłoką  lakieru co ma uchronić korpus przed zadrapaniami i odpryskami. Na ocenę tej zmiany potrzeba będzie trochę więcej czasu.

Zrezygnowano z symetrycznego ułożenia przycisków AF-L\AE-L względem tylnego pokrętła. Obydwa dostępne są po lewej stronie koła nastaw w zasięgu kciuka. Uważam, że to absolutnie dobra zmiana, dodatkowo nazwę przycisku AF-L zamieniono na AF-ON, co sugeruje, że jego przeznaczeniem jest ustawianie ostrości (przydatne dla osób filmujących). Na tylnej ściance znajdziemy także wybierak znany z X-T2 (tutaj nie zauważyłem znaczących różnic) oraz joystick, który wygląda pozornie się nie zmienił jednak kultura kliku w X-T2 bardziej przypada mi do gustu ( to bardzo dyskretna różnica). Na samym dole ścianki po prawej stronie został ulokowany przycisk DISPLAY/BLACK.

Na przedniej ściance jest raczej spokojnie. Znajdziemy tutaj głęboko zatopiony w głębokim gripie przycisk funkcyjny oraz diodę sygnalizacyjną. Co ważne dioda wspomagania AF posiada funkcję sygnalizacji nagrywania, to bardzo istotne dla ludzi takich jak ja, czyli vlogerów, którzy przeważnie nagrywają sami siebie. Przełącznik zmiany trybu pracy AF uchowało się bez widocznych zmian i zostało umiejscowione w prawym dolnym rogu.

Pokrętła

W X-H1 nadal do dyspozycji mamy dwa klikalne pokrętła, jednak klik już nie ten sam. O ile w X-T2 wciśnięcie pokrętła to była czysta finezja (kocham, kocham, kocham !!!). O tyle charakter kliku w X-H1 jest grubiański. Klik działa topornie, a obydwa pokrętła to istne “tyrkotki”. Wydaje mi się, że Fujifilm chce nam przez to powiedzieć

„niczego nie zrobisz przez przypadek”.

Taka realizacja pracy pokręteł tłumaczy trochę usunięcie pokrętła kompensacji ekspozycji. Przednia lub tylna “tyrkotka” może robić dokładnie to samo co utracone pokrętło, na dodatek z podobnym feelingiem.

Spust migawki

Życie jest pełne kontrastów z jednej strony mamy bardzo toporne wciskane pokrętła, a kawałek wyżej spust migawki, który można wyzwolić mocniejszym dmuchnięciem. Przypadkowe zdjęcia z X-H1 będą niewątpliwie plagą i znakiem rozpoznawczym tego korpusu. Ten spust migawki podobnie jak krzyż na Krakowskim Przedmieściu będzie dzielić ludzi na dwa obozy. Z jednej strony będą Ci którzy go kochają z drugiej Ci, którzy go nienawidzą. Jedno jest pewne, producenci miękkich spustów nie polubią tego aparatu. Mnie bardzo się podoba bo jest niewiarygodnie delikatny i używanie go to czysta przyjemność. Jednak wystarczy musnąć go przypadkiem żeby zrobić zdjęcie. Co gorsza będąc w menu aparatu lekki mimowolny dotyk spustu wystarczy, aby je opuścić, a to jest już wkurzające. Jednak samo użycie w połączeniu z cudownym dźwiękiem migawki sprawia, że mógłbym tak siedzieć naciskać i słuchać. Poezja…

Koła nastaw i przełączniki

Pod pokręrłai zmiany ISO oraz czasu, które bardzo przypominają te znane z X-T2 pojawiły się na nowo zaprojektowane przełączniki trybu pomiaru oraz trybu pracy. Są znacznie łatwiejsze do wyczucia, zmiana ich pozycji jest mniej problematyczna niż w X-T2. Minusem jest niepewny skok, jakby bardziej gumowy i mniej zdecydowany co uważam za wadę. Z ciekawostek obok znanych trybów seryjnych CH (8 – 14 kl/sec), CL (3 – 5 kl/sec) pojawił się tryb CM (mid-speed burst) umożliwiający fotografowanie z prędkością 6kl/sec.

Wizjer

Wizjer elektroniczny zyskał na rozdzielczości w stosunku do wizjera z X-T2 ( z 2,36 do 3,69 miliona punktów), przy jednoczesnym zachowaniu przekątnej 0,5 cala i zmniejszeniu powiększenia z 0,77x do 0,75x. Przyznam, że ten z X-T2 mnie w pełni satysfakcjonował, natomiast sam fakt poprawy… cieszy. Jeśli mam być z wami szczery moje oczy nie zarejestrowały znaczącej różnicy, która wprawiałaby moje ciało w osłupienie. Gdyby, ktoś podstawił mi X-T2 być może nawet bym się nie zorientował. Nie jestem też w stanie powiedzieć wam nic o dramatycznym skróceniu black-out time w trakcie robienia zdjęć. O takich rzeczach opowiem szerzej kiedy będę mieć aparat do testów na dłużej niż 60 minut. Wtedy porównam jego działanie z X-T2.

Ekran LCD

Największy obszar zajmuje uchylany ekran dotykowy o przekątnej trzech cali. Mechanizm uchylania przypomina ten znany z X-T2, ekran możemy obrócić w górę i dół oraz odchylić w prawo. Sam ekran dotykowy działa bardzo dobrze, reakcja na dotyk jest szybsza niż w przypadku X-E3. Najbardziej można odczuć tą różnicę, kiedy używamy dotyku mając oko przyłożone do wizjera (w X-E3 ten mechanizm działał słabo).

Grip

Kiedy wziąłem do rąk samego X-H1 miałem mieszane uczucia (mały palec zjechał z gripu). Kiedy jednak wziąłem do rąk aparat z gripem na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Taaak… może ten korpus jest większy, ale ten chwyt Panowie i Panie jest po prostu mistrzowski. Tak pewnie do tej pory  trzymałem tylko za rękę moją żonę w pierwszych miesiącach naszej znajomości. Ten tandem jest obowiązkowy, przynajmniej dla mnie tym bardziej, że w pierwszym odczuciu nowy grip wydaje sie być lżejszy od VPB-XT2 (muszę to jeszcze dokładnie sprawdzić)

 

Ciekawostki których nie zdążyłem sprawdzić

Buszując po menu natknąłem się na kilka ciekawych opcji, których niestety nie miałem czasu sprawdzić jednak warto o nich wspomnieć choćby dlatego, że dziś ukazała się instrukcja obsługi do X-H1:

  • Blokada TTL – którą pojawiła się w GFX 50s (zapewne działa na razie tylko z lampami systemowymi),
  • Korekta RGB wizjera i ekranu LCD (wiele osób marudziło w kwestii kolorów widzianych w EVF, teraz możecie je naprawić),
  • Redukcja smużenia,
  • Stabilizacja,
  • Sztuczny horyzont z odchyłką w stopniach

Podsumowanie

Tyle wiem po 60 minutach spędzonych w towarzystwie X-H1. W dniu mojego testu instrukcja do X-H1 nie była jeszcze dostępna, dlatego w pewnych aspektach mogłem podpierać się jedynie intuicją (dziś możecie ją pobrać tutaj). Część z was będzie zawiedziona, że nie powiedziałem o najważniejszej zmianie – czyli stabilizacji. W tym momencie to zwyczajnie nie ma sensu, to na tyle złożona kwestia, że wypada poświęcić jej dedykowany wpis. Uspokajam Was jednak, tak IBIS jest, a jego skuteczność na papierze to 5,5EV. Ma 3 tryby działania tylko zdjęcia, wszystko, wyłączony i przetestuje go dla tak szybko jak to tylko będzie możliwe.

W trakcie oględzin działanie AF (Fujinon 23 1.4) zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, było bardzo pewnie, powtarzalnie i bardzo szybko. Niestety to są bardzo subiektywne odczucia, bez X-T2 z zapiętym identycznym obiektywem, które trzeba traktować z dużą dozą powściągliwości.

Podstawowe pytanie po co komu X-H1 i dlaczego Fuji zdecydowało się na jego produkcję? To pierwszy aparat w stajni Fuji, który od progu krzyczy “jestem PRO“. Nie jest to aparat dla niedzielnego fotografa lubiącego długie wędrówki po ciasnych uliczkach Wenecji.

To sprzęt do pracy, bardzo dobrze wykonany, trwały i dobrze zdefiniowany.

Oglądając ostatnio liczne wywiady z pracownikami Fuji uznałem, że ta firma wie co robi, a co najważniejsze wie dla kogo to robi. Fujifilm nie udaje, że X-H1 to najlepszy aparat do filmowania na rynku. Mówią o tym nawet wprost, to kompromis dla produkcji niskobudżetowych i daliśmy do środka to co mogło się zmieścić w tej cenie. Ciesze się, że Fuji stawia sprawę jasno, a dlaczego zbudowali tak bezkompromisowy aparat zrywający po części z dotychczasową filozofią firmy?

Bo mogli, bo dojrzeli, bo poprzednicy jasno udowodnili światu, że produkty Fujifilm nadają się do profesjonalnego wykorzystania.

Z konsekwencji jakie jeszcze niesie ze sobą IBIS, poza zwiększeniem wagi i gabarytów, jest fakt, że jego obecność zapewnia szersze zastosowanie obiektywom takim jak Fujinon 90 F2.

Czy zamówie X-H1 ? Zasadniczo już zamówiłem, będąc “świadomym praw i obowiązków”. Tak całkiem poważnie chce testować dla Was ten aparat i dowiedzieć się o chorobach wieku dziecięcego możliwie jak najszybciej. Chcę też, żeby moje vlogi wyglądały lepiej, a jeśli to możliwe chciałbym korzystać z wewnętrznego mikrofonu, który został znacznie poprawiony w X-H1. Żal jedynie, że w tak dużej rękojeści nie znalazło się miejsce na powiększoną baterię u konkurencji zdjęć na pojedynczym ładowaniu, można zrobić już 600, a nie 300…

Z tego miejsca dziękuję krakowskiej fotopanoramie (fotopanorama.pl) za pomoc przy pozyskaniu sprzętu i generalnie za całą pomoc jaką zapewniacie xman.pl. Dziękuje też zespołowi Fujifilm Poland za gościnne przyjęcie, za swobodę jaką mi zapewniacie i za wsparcie. Tymczasem zostawiam wam do odsłuchu przecudny dźwięk migawki Fujifilm X-H1 jaki udało mi się zarejestrować.

 

 

4 Comments

Join the discussion and tell us your opinion.

Toruńreply
28 lutego 2018 at 20:10

Świetna recenzja. Teraz czas na testy 🙂

pbwi2preply
28 lutego 2018 at 20:19
– In reply to: Toruń

Dzięki…

Darekreply
7 lipca 2018 at 15:22

Przypadkowo trafiłem na Pana bloga, zaciekawiony aparatami fuji. Od wielu lat fotografuję Nikonem D700, ale od jakiegoś czasu planuję przesiadkę na coś lżejszego, nowszego. Jestem mile zaskoczony luźnymi opisami na Pana blogu, informacje i sposób pisania przykuwają na długo i hipnotyzują a to rzadkość . Pozdrawiam serdecznie Darek.

pbwi2preply
10 lipca 2018 at 14:56
– In reply to: Darek

Dziękuje serdecznie, już niebawem będzie dużo więcej treści mam nadzieję, że równie ciekawych 🙂

Leave a reply