RoundFlash – dobre, bo Polskie

Życie blogera, który piszę na temat sprzętu fotograficznego w głównej mierze polega na ciągłym sprawdzaniu, gdzieś, czegoś,  jakoś, po coś. Z czasem można popaść w paranoje, bo na żadne urządzenie nie można spojrzeć z pełnym zaufaniem. Nawet zwyczajna golarka BRAUNA zdaje się czyhać na moje życie w zmowie ze szczoteczką PHILIPSA. Choć w tym konkretnym przypadku wiem przynajmniej, że nie zabraknie im numerów sekwencji przy generacji nazw plików.

W moim testowym arsenale najczęściej znaleźć można korpusy, obiektywy i lampy błyskowe. Kiedyś każda nowa paczka rozgrzewała moją krew do białości, dziś kiedy w progu stoi kurier z nową przesyłką w rękach drzwi otwieram nieco bardziej leniwie. Sprzęt nadal kocham, ale jego przyjęcie na włości oznacza kolejną porcję pracy do wykonania. Tak tej pracy, po pracy, kiedy wszyscy smacznie śpią i nerwowo wyczekują kolejnego wpisu od człowieka z oczami na zapałkach. Cóż nie ma co narzekać, trzeba za… zająć się paczkami.

Dzięki uprzejmości firmy RoundFlash, a dokładnie jednego ze współwłaścicieli Pana Mariusza, który z jakiegoś powodu postanowił mi zaufać, dostałem do testów dwa stripy i disha. Wszystkie ich koncepty i produkty pochodzą z Polski, a już dziś marka jest rozpoznawalna i ceniona na całym świecie. Po rozmowie z Panem Mariuszem stało się dla mnie jasne, że ten człowiek poza czasem zostawił w tej firmie spory kawałek serca.

 

Co mi się podoba?:

Absolutnie wszystko, od wykonania, przez uniwersalność po możliwości, gabaryty. Przepadłem… bo uwielbiam te akcesoria.

Co mnie denerwuje?

To, że nie należą jeszcze do mnie.

Ocena ogólna:

Jedne z fajniejszych akcesoriów jakie miałem w rękach, o niezbadanych możliwościach (sky is the limit), dające ogrom frajdy i świetne efekty. Ja większej rekomendacji nie potrzebuję. Fakt, że produkty takiej jakości powstają w Polsce napawa mnie dodatkową sporą dawką dumy.

 

RoundFlash Strip Light

Wymiary: ​​długość ​95cm, głębokść 16cm 
Waga: 
1​70g z torebką i grid​​em 240 g

RoundFlash Dish

Wymiary: średnica 45cm głębokość 22cm (z paskiem)
Waga: 
155g z pokrowcem 181g

Pierwsze wrażenia

Do momentu kiedy nie widzi się efektów pracy tym zestawem można jedynie wzdychać odnosząc się do samej jakości wykonania, a ta stoi na najwyższym światowym poziomie. Materiały są prima sorte, podobnie jak wykonanie (jakość łączeń, szwów, rzep). Dodatkowo małe gabaryty oczarowują. Te akcesoria są małe, lekkie, proste w użyciu i takich właśnie oczekiwałem.

Sesja

Rozpraszaczy RoundFlash, używałem dopiero trzy razy (sesja mebli, człowieka oraz Fujifilm X-T100). Jest to jeden z powodów dla których nie nazywam tego wpisu recenzją. Nie wstydzę się wam otwarcie powiedzieć, że nadal uczę się tych rozpraszaczy, a to nie jest moment w którym mogę się wymądrzać. Co więcej ta nauka i ilość potencjalnych możliwości jest na tyle duża, że mam w głowie materiał na co najmniej trzy kolejne wpisy pokazujące jak można je fajnie wykorzystać (sam się nie mogę ich doczekać).

Dziś chciałbym pokazać Wam materiał z krótkiej sesji, którą wykonałem razem z Igą w Wielickiej kawiarni Zamek (dzięki Borys). Praca zajęła nam 1,5h, wliczając przerwę na kawkę, a biorąc pod uwagę mój stan wiedzy w momencie sesji rezultaty mogę uznać za co najmniej zadowalające. Publikowane zdjęcia są jedynie poddane edycji w C1, nie robiłem pełnego retuszu skóry z dość prozaicznego powodu – nie chciało mi się (aktualnie chce mi się jedynie spać).

W praktyce

W trakcie sesji miałem ze sobą trzy lampy błyskowe:

  • Quadralite  Reporter 200 TTL + Dish (tego nie przewidział producent disha, ale działa),
  • 2x Quadralite Stroboss 60 + Strip Light

Całość wyzwalałem zdalnie przy użyciu nadajnika Navigator x2, a cała sesja została wykonana przy użyciu Fujiflm X-T2 z obiektywami:

  • Fujinon 18-55 2.8-4.0,
  • Fujinon 56 1.2

Dodatkowo pod pachę wziąłem jewden statyw Air 260 oraz karbonowy statyw z głowicą kulową (na potrzeby filmu). Opisany wyżej zestaw transportowałem w pojedynkę, a do podwieszania lamp używałem wszelkiego rodzaju napotkanych “mocowań terenowych” (haki, śruby itp.). Jak się pracowało… jednym słowem super. 

Dla mnie ten zestaw to powiew świeżości, jest mały lekki, łatwy do podwieszenia/trzymania, a to co można nim wyczarować wyciąga oczy z orbit. To właśnie ten element zaskoczenia tak strasznie pociąga mnie w tych konstrukcjach, każdy patrzy z niedowierzaniem na to jak rozkładam ten zestaw, a kiedy dochodzimy do wglądówek jest szok. O użyteczności tych rozpraszaczy decyduje nasza fantazja, myślę, że istnieje wiele zastosowań o których nie pomyśleli sami konstruktorzy. Całość jest łatwa w montażu, transporcie i użyciu (przy odrobinie wprawy). Grawitacyjny mechanizm rozkładania stripów mimo, że wymaga pewnej wprawy nie powinien nastręczać problemów. Jeśli chodzi o dish, nie miałem z nim  absolutnie, żadnych problemów choć wiem, że niektórzy je miewają.

Zasada przy jego rozkładaniu jest bardzo prosta rozluźniamy rzep mocowania lampy, aby nasza ręka mogła swobodnie zanurkować do wnętrza rozpraszacza, chwytamy żółty sznureczek umieszczony na przodzie drugą ręką, chwytamy rurkę we wnętrzu ciągnąc za sznureczek. Rurka powinna trafić w drugą po czasie nie przekraczającym 10 sekund, jeśli jest inaczej – robisz coś źle!

 Podsumowanie

Na tym etapie moje podsumowanie musi być zwięzłe…  chce więcej, więcej, więcej!!! Chce spakować plecak, robić zdjęcia na ulicy, w parku, na skwerku, w przyczepie… wszędzie. Uwielbiam, kompaktowy rozmiar tego zestawu i możliwości jakie daje. Stripy zarówno na kontrze, gdzie służą mi do zarysowania sylwetki, jak również jako symetryczne światło główne spisują się świetnie. Można je także połączyć robiąc jeden większy softbox z gridem lub bez co daje dużą kontrolę nad kierunkiem światła.

Dish robi robotę już w pojedynkę, można zbudować nim absolutnie klimatyczne oświetlenie (ustawiając je np. nad głową modelki) i generując w ten sposób intrygujące głębokie cienie, które budują napięcie. Odsuwając dish na większą odległość dostajemy mały softbox, który dzięki zakrytemu palnikowi nie generuje na skórze brzydkich hotspotów. Tak na prawdę, sam jeszcze nie wiem jak wiele można tym zestawem osiągnąć, ale wiem jedno… chce się tego dowiadywać i wcale nie oczekuje na szybką odpowiedź. To w tej historii jest najpiękniejsze.

Najlepszą metodą walki z rutyną jest odmiana, a najprzyjemniejszą odmianę stanowią proste lecz zmyślne konstrukcje, które zaskakują swoją uniwersalnością i mnogością potencjalnych możliwości wykorzystania. Sprzęt tej marki doskonale wpisuje się w moje podejście. Jeśli coś nie wywołuje u mnie emocji w czasie użytkowania, to znaczy, że szumnymi zapowiedziami wylanymi na papier można sobie… napalić w piecu. Ciesze się, że po serii kilku entry levelowych korpusów, które przysporzyły mi nowych siwych włosów na głowie, wreszcie dostałem do testów coś co mnie odmłodziło i sprawiło, że mam problemy ze spokojnym snem (… to bardzo dobry znak).

Jest jeszcze jeden aspekt o którym muszę powiedzieć, choć nie mogę nikogo oceniać. Wybierając Polski produkt spod znaku RoundFlash dajecie nadzieje, na to, że powstaną kolejne, lepsze produkty o unikalnym charakterze. To co w głównej mierze odróżnia je od chińskich podróbek to bezkompromisowa jakość, która czasami kryje się w detalach np. takich, które pozwalają na zmniejszenie obcięcia mocy błysku z 1,5EV do 1EV.

 

Jeśli podoba Ci się to co robię i chcesz mnie wpierać, zapraszam Cie do grona patronów.

1 Comment

Join the discussion and tell us your opinion.

bzz bzzreply
15 września 2018 at 10:15

Ach, slinię się na te modyfikatory. Mam już w głowie tyle zdjęć z ich wykorzystaniem. Szkoda, że daleko im do powstania 😉

Leave a reply